DWA DNI W AGADIR 26-27.05
LOT DO AGADIR
Postanowiliśmy, że kolejną podróż spędzimy w Maroku. Wystartowaliśmy z lotniska Chopina, kierując się prosto do Agadiru. Procedury były standardowe, choć zaskoczył nas jeden szczegół nasz powerbank okazał się zbyt duży i musieliśmy nadać go na poczcie. Nie zepsuło nam to jednak nastroju przed afrykańską przygodą.
W trakcie lotu czytaliśmy przewodnik Podróże Marzeń: Maroko, dzięki któremu lepiej poznaliśmy Agadir, miasto do którego zmierzaliśmy. Zabraliśmy też krzyżówki panoramiczne, a cztery godziny w powietrzu minęły szybciej, niż się spodziewaliśmy.

PIERWSZA STYCZNOŚĆ Z AFRYKĄ
Po wylądowaniu uderzyło w nas gorące, letnie powietrze pierwsze spotkanie z klimatem Afryki. Po kontroli paszportowej wypłaciliśmy dirhamy w bankomacie i ruszyliśmy autobusem w stronę miasta. Droga była fascynująca. Marokańczycy poruszają się głównie skuterami. Widok mężczyzny przewożącego kozę na jednym z nich zostanie z nami na długo. Roślinność była sucha, piaszczysta, surowa zupełnie inny świat.

STYCZNOŚĆ Z MIESZKAŃCAMI AGADIR
Dotarliśmy do promenady pełnej hoteli i ludzi. Stamtąd złapaliśmy małą taksówkę do centrum. Kierowca poinformował nas, że Talborjt jest zamknięte, bo następnego dnia przypada Aid al‑Adha, jedno z najważniejszych świąt w Maroku. W tym roku wypadało 27 maja. Mieszkańcy spędzają ten dzień na modlitwie i spotkaniach z bliskimi.
Gdy siedzieliśmy na murku, zaczepił nas Marokańczyk, pytając, czy czegoś potrzebujemy. Zaprowadził nas do hotelu,okazał się życzliwym, pomocnym człowiekiem. W hotelu rozgościliśmy się i podładowaliśmy telefony.
NOCNY SPACER POD BIAŁYM NIEBEM
Wieczorem ruszyliśmy na bulwar Mohammed V, gdzie mimo święta działały restauracje i część sklepów. Zjedliśmy sycący posiłek, wypiliśmy piwo i zaplanowaliśmy kolejny dzień chcieliśmy pojechać do As‑Suwajry.
Po wyjściu z restauracji poszliśmy w stronę oceanu. Maroko nocą jest zaskakująco jasne białe noce nadają miastu odrealniony klimat. Wskoczyliśmy do Atlantyku, którego fale obijały nas bez końca. Woda była tak ciepła, że nie chciało się wychodzić.
NOC W HOTELU
Przeszliśmy dalszą częścią promenady aż do jej końca. Złapaliśmy pomarańczową małą taksówkę w Maroku każdy kolor oznacza inne miasto. W małym sklepiku kupiliśmy kilka drobiazgów i wróciliśmy do hotelu, by odpocząć po pierwszym dniu w Afryce.
























