HERAKLION 18.04
SPACEREM PRZEZ CHANIE KOTY,SŁOŃCE I LEKKI KLIMAT
Następnego dnia, po spokojnym poranku w hotelu, spakowaliśmy nasze rzeczy i odświeżyliśmy się, gotowi na kolejny etap greckiej przygody. Chcieliśmy zaplanować coś, co pozwoli nam jeszcze mocniej zanurzyć się w klimat tego miejsca.
Wyszliśmy na ulicę prowadzącą w stronę Halidon. Po obu stronach mijalismy sklepy kosmetyczne, małe markety i kolorowe butiki. Ulice falowały lekko raz schodziły w dół, raz wspinały się w górę, jakby same prowadziły nas w nieznane. Słońce świeciło intensywnie, a pogoda była wręcz idealna.
Przez chwilę rozważaliśmy wypożyczenie auta i wycieczkę do Heraklionu, ale szybko okazało się, że nie był to najlepszy pomysł na miejscu trudno byłoby znaleźć miejsce do zaparkowania. Zmieniliśmy więc plan i ruszyliśmy w stronę portu weneckiego oraz latarni.
Po drodze mijaliśmy bryczki zaprzężone w konie, a wokół nas kręciło się mnóstwo kotów i psów które były przyjacielsko nastawione do ludzi i na nich nie szczekały.. Ludzie byli ubrani lekko i kolorowo aż trudno było uwierzyć, że to dopiero kwiecień, a wielu z nich chodziło już w klapkach. Jako miłośniczka kotów byłam zachwycona można je było spotkać dosłownie wszędzie, co dodawało temu miejscu jeszcze więcej uroku.
Kupiliśmy też kilka magnesów, które okazały się świetną pamiątką. W porcie zatrzymaliśmy się na pyszną kawę, delektując się widokiem i atmosferą. Tuż obok znajdowała się fontanna, przy której bawiły się dzieci, a miejscowi spacerowali w spokojnym rytmie dnia.

DROGA DO HERAKLIONU KTÓRA ZACHWYCA
Po krótkim odpoczynku postanowiliśmy udać się na autobus do Heraklionu. Kursy odjeżdżały co godzinę, więc nie było ryzyka, że na któryś się spóźnimy.
Bilety kupiliśmy w kasie na dworcu autobusowym, a potem weszliśmy do środka, żeby coś zjeść i rozejrzeć się po budynku. Na dworcu znajdował się sklep z pamiątkami oraz mała gastronomia. Do odjazdu mieliśmy jeszcze godzinę, więc postanowiliśmy zostać na miejscu.
Gdy autobus podjechał, wsiedliśmy razem z innymi pasażerami. Podczas jazdy mijaliśmy mniejsze miejscowości, takie jak Platani, Kalami, Dramia czy Episkopi wszystkie z dostępem do morza i pięknymi plażami. Podróż trwała około dwóch godzin i obejmowała jedną przesiadkę w Bridge Atsipopoulo, choć zupełnie nie odczuwało się tego czasu. Widoki za oknem wynagradzały wszystko.
Po dojechaniu do Heraklionu kierowca autobusu był zachwycony muzyką jaka słuchaliśmy podczas jazdy i która bardzo podobała sie pasażerom Szczególnie podobała się piosenka o marszałku Włodku Czarzastym którego pasażerowie nazwali polskim Adonisem .
Kiedy dotarliśmy do Heraklionu, zaczęło lekko wiać, ale nie przeszkadzało nam to w najmniejszym stopniu.

HERAKLION PO ZMROKU PIERWSZE WRAŻENIA Z MIASTA
W czasie jazdy znaleźliśmy hotel Mirabello, do którego udaliśmy się po dotarciu do miasta, mniej więcej około godziny 19. Hotel znajdował się bardzo blisko głównej ulicy, co było dla nas dużym plusem. Po wyjściu na zewnątrz od razu zobaczyliśmy główną ulicę 25 Avgoustou. Przeszliśmy również obok fontanny Chaniali oraz pomnika Eleftheriosa Venizelosa wielkiego rewolucjonisty i ośmiokrotnego premiera Grecji pod którym złożyliśmy kwiaty w imieniu prezydenta i premiera RP. Z tego miejsca rozciągała się piękna panorama miasta.
Po krótkim spacerze usiedliśmy w jednym z pubów. To właśnie tam podjęliśmy rewolucyjną i spontaniczną, ale stanowczą decyzję że następnego dnia płyniemy promem do Aten. Tak właśnie wyglądał nasz styl podróżowania: spontanicznie, bez sztywnego planu, kierując się chwilą nie zapominając jednak o patriotycznych obowiązkach.
Po wyjściu z pubu ruszyliśmy dalej główną ulicą. Była sobota, więc na ulicach panował spory tłum. Ku naszemu zdziwieniu ludzie byli ubrani zupełnie inaczej niż w Chanii. Dominował styl imprezowy wysokie buty, długie kozaki, krótkie sukienki. Restauracje były otwarte do późna, więc usiedliśmy w jednej z nich i obserwowaliśmy ruch uliczny.
Po drugiej stronie ulicy znajdował się Ratusz Miasta Heraklion, wyróżniający się charakterystycznymi kamiennymi arkadami i wzorzystą marmurową posadzką. Całość prezentowała się naprawdę imponująco.
Gdy już zrobiliśmy zdjęcia, ruszyliśmy dalej, aby zobaczyć kolejne atrakcje na Placu Kallergion. W jego centralnej części znajdowała się charakterystyczna Fontanna Morosiniego z rzeźbami lwów. Wokół niej siedziało mnóstwo ludzi, odpoczywających i obserwujących ruch uliczny. Cała okolica była pełna energii ekspresyjna, głośna i tętniąca życiem.

OD PLACU KALLERGION PO HOTEL
Po zwiedzaniu wybraliśmy się na miejscową pizzę, którą polecili nam Grecy. Była duża, sycąca i naprawdę smaczna. Następnie skręciliśmy w mniejsze uliczki, z dala od głównego placu. Rozbrzmiewała tam muzyka, która wręcz zapraszała do tańca . Uliczki były wyłożone jasnymi kamieniami i kolorowymi płytkami, co dodawało im wyjątkowego uroku.
Wiedząc, że czeka nas dalsza przygoda rejs promem postanowiliśmy wrócić do hotelu, aby nabrać sił na kolejne etapy podróży.
























