Czas wyjazdu 17.04
Książki, filmy oraz płyty sprzedajemy od bardzo wielu lat. sprzedawaliśmy je na początku stacjonarnie: na straganach, bazarach, dworcach, łóżkach polowych, w bramach, na ulicach, skwerach i gdzie tylko się dało. w wielu miastach i wsiach w Polsce, najwięcej w warszawie.
Namawiani przez naszych klientów, którzy bardzo kochają książki, a wielu z nich ma utrudniony do nich dostęp lub ograniczony wybór, rozpoczęliśmy też sprzedaż internetową.
Sklep na początku rozwijał się powoli, gdyż były przeróżne trudności i problemy: logistyczne, ekonomiczne, personalne itp., itd.
ale patronat nad naszym sklepem objęli prezydent i premier RP, ułatwiając nam zakup wielu unikatowych pozycji dla spragnionych literatury klientów.
Rozpoczęliśmy więc badania rynków zagranicznych, propagując podczas naszych wyjazdów kulturę, historię, literaturę narodową polski.
Mogliśmy też rozpocząć badanie zagranicznych rynków w celu zapoznania się z preferencjami i oczekiwaniami klientów zagranicznych oraz z asortymentem, jaki oferowany jest na rynku literatury, kinematografii i wydawnictw muzycznych poza granicami polski.
Z dnia na dzień wykupiliśmy loty na Grecką wyspę Kretę do miejscowości Chania. Próbując wykupić je najpierw na porównywarkach cenowych. Niestety nie udało nam się znaleźć lotu ale znaleźliśmy na Wizzair. Wykupiliśmy lot na 5 rano. Zaczęliśmy się pakować w plecaki wzięliśmy rzeczy które są nam potrzebne.
Aby lepiej się czuć przespaliśmy się z 3 godziny. Po wstaniu szybki reset lekkie dopakowanie się i ruszyliśmy do taksówki na lotnisko Chopina w Warszawie. Na lotnisku przeszliśmy odprawę a następnie czekaliśmy na lot popijając kawę. Gdy naszedł czas lotu usiedliśmy na miejscach nie przydzielonych obok siebie ale udało się z czasem siąść blisko.
W połowie lotu delektowaliśmy się piwem kupionym w gastronomii.
Widzieliśmy ładne widoki przez okno a w szczególności góry i morze.
Lot trwał około 3 godzin które nie były odczuwalne. Po wylądowaniu wyszliśmy z lotniska i zobaczyliśmy co nas czeka. Właściwie nie mieliśmy planu ale plan sam się pisał. Usiedliśmy na ławce i zaczęliśmy myśleć. Po pierwsze czym płacić karta czy gotówka a jeśli taksówka to czy karta czy gotówka. Pomyśleliśmy że warto mieć gotówkę więc poszliśmy z powrotem aby znaleźć kantor lub bankomat. Walutą w Grecji jest euro więc w to się zaopatrzyliśmy.
Wyszliśmy aby poszukać taksówki i pojechać do centrum Chani na główną ulicę Chalidon. Przejazd taksówką upłynął bardzo miło. Podczas jazdy widzieliśmy różnorodne krajobrazy charakterystyczne dla wysp greckich.
Droga która była całkowicie inna niż w Europie oraz skały, roślinność, pagórki. Było to miejsce w którym czuję się również klimat wakacyjny. Po wyjściu z taksówki zabaczyliśmy główną ulicę ułożoną w kostkę. Z jednej strony oraz z drugiej były sklepy z ubraniami, biżuterią, słodyczami, pamiątkami.
Widać było też dużą ilość restauracji greckich w których było można dobrze zjeść. Z zaciekawieniem przeszliśmy się po ulicy patrząc na otaczającą nasz różnorodność. Szliśmy z plecakami aby znaleźć hotel do przenocowania.

Pod koniec głównej ulicy zobaczyliśmy port bez statków. Było to morze bez barierek które bardzo falowało. Turyści oraz miejscowi którzy chodzili obok wody mogli zostać ochlapali przez przypadek pobudzonym morzem Kreteńskim które jest częścią Morza Śródziemnego.


Pogoda bardzo dopisywała w kwietniu można było zauważyć temperaturę nawet do 23 stopni. Po przejściu pewnej trasy zabookowalismy hotel znajdujący się kilometr od głównej ulicy. Hotel Kumba in Nea Chora był idealny na nocleg w tej miejscowości. Był blisko morza co było plusem. Sprawdziliśmy wytrzymałość łóżka i udaliśmy się w stronę morza. Gdy zobaczyliśmy morze trzeba było się w nim wykąpać.
Ja zbierałam kamienie a Jarek wskoczył do morza aby sprawdzić jak jest. Morze okazało się kamieniste oraz dosyć chłodne. W pewnym momencie zaczął również padać deszcz.
Miejsce w którym byliśmy nie było plaża piaszczystą a kamienistą. Miejsce nazywało się Koum Kapi.
W sam raz na lekkie zanurzenie się ale nie na pływanie. Wokół miejsca było bardzo pięknie. Widać było jak fale morza zbijają się o kamienie a deszcz dodawał uroku.
Udaliśmy się dalej z drugiej strony portu weneckiego. Mieliśmy ochotę coś zjeść ale również zwiedzić greckie uliczki po których przechadzały się koty. Weszliśmy w pewną małą uliczkę na której były restauracje oraz sklepy z pamiątkami. Greckie uliczki były małe kolorowe oraz było dużo schodków. Koty były bardzo miłe i dawały się głaskać.

Gdy zeszliśmy dalej zauważaliśmy restaurację i w jednej z nich siedliśmy. Zamówiliśmy baranie żeberka razem z frytkami oraz piwem. Mieliśmy widok na plac na którym chodzili różni ludzie w tym pewna kobieta która do nas podeszła aby wręczyć kwiatka oraz nawiązać przyjacielskie stosunki zachęcając nas do rozmowy.
Po wyjściu z restauracji postanowiliśmy dalej pochodzić zwiedzić i zapoznać się z urokami miasta.

























