MARRAKESZ
WYJAZD DO MARRAKESZU
Kolejny dzień zaczęliśmy od spakowania plecaków i ruszenia na następny autobus tym razem do Marrakeszu.
Autobusy jeździły często, więc nikt nas nie poganiał. Nasz był o 12:00, a trasa miała zająć około trzech godzin. Jak zwykle był jeden przystanek.
Wzięłam słodką bułkę, przekonana, że będzie słodka… ale w środku znalazłam słony makaron.
Patrzyłam na to jak na żart. Kto wpadł na taki pomysł? Całość była tak dziwna, że aż śmieszna.
Reszta drogi minęła spokojnie i w końcu dotarliśmy na główny dworzec w Marrakeszu. Był czysty, bezpieczny, a samo miasto od razu wyglądało inaczej niż poprzednie duże, przestronne, nowoczesne, jakby ktoś zmienił scenerię filmu.
MIASTO INNE NIŻ WSZYSTKIE
Na piechotę poszliśmy w stronę centrum, na Avenue Mohammed V. Kupiliśmy tam kilka potrzebnych rzeczy i zjedliśmy pizzę. Gorąco było tak intensywne, że pot lał się z nas jak z kranu. Słońce paliło bez litości.
Potem pojechaliśmy taksówką na Rue Prince Moulay Rachid. Ulice były pełne przepychu, zapachów, kolorów i ludzi z każdej strony świata. Widać było przekrój całego Maroka od sprzedawców, po turystów, po lokalnych mieszkańców w tradycyjnych strojach.
Upalnie było tak bardzo, że znalezienie hotelu Ali w samym centrum placu brzmiało jak wybawienie. Pokój był prosty, ale idealny na nocleg — klimatyzacja, łazienka, bliskość wszystkiego.
Odpoczęliśmy chwilę, odświeżyliśmy się i ruszyliśmy dalej.
PORA ZWIEDZANIA MEDYNY
Medyna Marrakeszu była zupełnie inna niż ta w Essaouirze. Ogromny plac, targi, owoce, rękodzieła, biżuteria, zapraszający na jedzenie z każdej strony. Miejscowi znali zaskakująco dużo polskich słów widać, że Polacy często tu przyjeżdżają.
Na placu zaczepił nas facet z małpą, która bez pytania wskoczyła mi na ramiona. Był to trik typowy w Maroko. Miał na celu pobranie pieniędzy od turysty.
Potem poszliśmy na jedzenie miejskie szaszłyki, a zapraszający opowiadał o Makłowiczu, który jadł tu ślimaki, i o Magdzie Gessler, jakby byli jego sąsiadami.
W bocznych uliczkach jeździły bez przerwy skutery ich ulubiony sposób transportu. W jednej z takich uliczek kupiłam kilka magnesów na pamiątkę.
Później znaleźliśmy miejsce z piwem. W krajach arabskich to nie jest takie proste, ale jak się dobrze poszuka znajdzie się.
Spędziliśmy tam świetny czas, chłonąc klimat Marrakeszu.
Po całym dniu wróciliśmy do hotelu, żeby zasnąć i mieć siły na kolejny dzień.